Świąteczna magia na talerzu – czyli święta z superfoodami

Okres świąteczny to dla wielu z nas czas wyjątkowy nie tylko pod względem przeżyć duchowych czy emocjonalnych, ale również doznań smakowych. Można się chyba nawet pokusić o stwierdzenie, że dla niejednej osoby to właśnie obfitość i różnorodność świątecznych potraw przesądzają o wyjątkowej atrakcyjności tego okresu. Moim zdaniem to przesada, ponieważ aby prawdziwie cieszyć się tym czasem, najważniejsza jest harmonia i odpowiednie proporcje, tak w życiu, jak w gotowaniu. Skoro jednak po pierwsze nawet najwięksi wyznawcy zdrowego żywienia nie rezygnują w Święta ze wszystkich smakołyków, postanowiłam zaproponować Wam dokładnie to samo. Trochę klasyki, trochę superfoodów, trochę tradycji, odrobina innowacji i przede wszystkim szczypta magii, bez której Święta obyć się nie mogą. Zdradzę swoje małe kuchenne marzenie, że chciałabym, aby wszystkie te potrawy, które opiszę poniżej znalazły się na moim stole w to Boże Narodzenie, nie mam jednak pewności, czy starczy mi czasu, aby je przyrządzić. Ale zawsze mogę pofantazjować pisząc właśnie ten artykuł, zatem życzę Wam równie dobrej zabawy z czytania, jaką ja mam piszącJ

Dla karpia? – stanowcze nie!

Rzadko kiedy bywam w kuchni równie stanowcza, jak w przypadku stanowczej rezygnacji ze spożywania karpia na Wigilię. Uważam tak z wielu przyczyn, po pierwsze nie chcę brać udziału w męczeniu zwierząt, po drugie karp nie należy do najzdrowszych ryb, po trzecie zwyczajnie mi nie smakuje. Jako alternatywę proponuję rybę, która z całą pewnością zasługuje na miano sueprfood – łososia. W te Święta chciałabym podać ją w wersji może nie do końca fit, aczkolwiek przepysznej, mianowicie zapieczoną w cieście francuskim ze szpinakiem i kaparami. Podaje się ją na gorąco, w towarzystwie pokrojonych w ósemki cytryn i limonek. Wygląda świetnie, smakuje jeszcze lepiej. Jeżeli ktoś woli bardziej tradycyjne podejście, zamierzając zaserwować gościom tak zwaną rybę po grecku, polecam gorącą nieco ją zmodyfikować, dodając do potrawy suszone grzyby i sok wyciśnięty z pomarańczy. Co do śledzi – owszem, je również uwielbiam, najbardziej w sosie curry. Jest on co prawda na bazie majonezu – ale po pierwsze od czego są święta, a po drugie w sosie jest również bardzo dużo żółtek, czyli supersuperfood.

Dla wegan? – prawdziwa uczta

Wigilia i serwowane na niej potrawy to pewnie w życiu wielu wegan okres podwójnie wyjątkowy. Podwójnie, ponieważ po pierwsze cieszą się oni tym samym co wszyscy inni, czyli bliskością rodziny czy urodą choinki, ale po drugie, i co z kulinarnego punktu widzenia, ważniejsze, mogą oni zjeść wiele z potraw, które tradycyjnie przyrządza się na Wigilię. Barszczyk – warzywa bez nabiału. Pierogi – wystarczy, że do ciasta na nie dodamy jajek. Podobnie sytuacja przedstawia się w przypadku sałatek. Natomiast jeżeli chodzi o coś typowo wegańskiego, co niestety coraz częściej nie pojawia się w święta na naszych stołach, a co jest prawdziwą ucztą dla podniebienia – kluski z makiem. W moim domu tradycyjnie podaje się je do ryby, którą w tym przypadku można zastąpić np. panierowanym, smażonym tofu. Połączenie smaku słodkiego i wytrawnego, aromat i nietypowy wygląd talerza sprawiają, że nie umiem sobie w zasadzie wyobrazić Świąt bez tej potrawy.

Dla amatorów słodkości? –mnóstwo obfitości

Na słodko chciałabym zaproponować coś zdrowego i coś naprawdę grzesznego, aczkolwiek tego grzechu wartego. Jeżeli chodzi o zdrowe słodkości – możemy przykładowo wykorzystać znajdujący się na blogu przepis na crumble jabłkowe, dodatkowo wzbogacając go większą ilością cynamonu i utartych w moździerzu goździków. Również warto rozejrzeć się za przepisami na ciasta o obniżonej zawartości tłuszczu czy cukru. Natomiast co do świątecznego grzechu –piramidki, czyli popisowa potrawa mojej babci. Ciasto biszkoptowe, krem, w środku ajerkoniak, na wierzchu polewa z czekolady. Bomba, tak kaloryczna, jak smakowa, potrawa, na którą pozwalam sobie właśnie tylko w święta.

Dla tych, co lubią zupy

Co roku nie umiem zdecydować się, czy przyrządzić barszcz czerwony, czy grzybowy. W efekcie czego, no cóż, buraki kiszą się w słoju już od dwóch dni, a za kolejne dwa namoczę grzyby, jak zwykle robiąc obie te zupy. Warto poświęcić nieco czasu i samodzielnie przygotować zakwas buraczany, najlepiej, jeżeli będzie stał tydzień, ale w naprawdę ciepłym miejscu, np. obok kaloryfera, starczy też  cztery dni. Kolejna wigilijna zupa, jaką warto polecić, to serowa wyjątkowo smakuje szczególnie wtedy, gdy zrobimy ją na serach ostrych w smaku. Nie jest może tradycyjną zupa, ale wyśmienicie zaostrza smak.

Dla tych, co wolą w płynie

Z napojów koniecznie musi być własnoręcznie przygotowany kompot z suszu owocowego, gotowe soki czy napoje gazowane są, jak dla mnie, wykluczone. Owoce na taki napój namaczam przez dobę, kompot przygotowuję dzień wcześniej, aby odpowiednio się przegryzł. Problem polega na tym, że nie każdy go lubi. Dlatego też zawsze staram się albo przygotować własnoręcznie soki ze świeżych owoców, na przykład jabłek czy pomarańczy, ewentualnie kupić gotowe ze sprawdzonego źródła. Dla zaostrzenia apetytu, ewentualnie rozgrzania zmarzniętych wędrowców – grzane wino i miód pitny. Polecam również drink, który na Węgrzech nosi miano froć, a na który kiedyś w Polsce mówiło się szprycer. Wino i woda gazowana, proporcje dowolne, tak samo jak rodzaj wina. Pasuje do wszystkich potraw, jest lekkim drinkiem, gasi pragnienie, generalnie z pewnością sprawdzi się na świątecznej uczcie. Można również wzbogacić go świeżymi owocami, a wtedy nawet wyśmiewana w Święta mandarynka zyska swój blask.

Podsumowując, Święta absolutnie nie muszą oznaczać rezygnacji ze zdrowego jedzenia, wręcz przeciwnie, odrobina kreatywności sprawi, że nasz stół będzie się wręcz uginał pod ich ciężarem. Zatem popuśćcie wodze fantazji, Smacznego i Wesołych Świąt!